Marcin Rudzik eCommerce

Stworzył (e)Commerce Astrography i odnalazł swoją nową drogę – Adam Jesionkiewicz

28 lutego 2022|Marcin Rudzik
Podcast merytorycznie o ecommerce Marcin Rudzik
Adam Jesionkiewicz astrography

Adam Jesionkiewicz zaczynał w latach 90, kiedy rodził się eCommerce. W tamtych latach miał nawet mały epizod ze sklepem internetowym, ale przez ostatnie 20 lat bliżej było mu do technologicznych start-upów. W którymś momencie poczuł, że potrzebuje bardziej oldschoolowego biznesu. Stwierdził, że posprzedaje wszystkie poprzednie biznesy i założy Astrography. Z mojej perspektywy Astrography to eCommerce a z perspektywy Adama coś więcej niż sam sklep internetowy. Adam nie chce, żeby Astrography postrzegane było jako sprzedaż produktów, ale sprzedaż wartości i doświadczeń. Jego projekt daje szansę astrofotografom na monetyzacje pasji. Osiąga 2000 zamówień miesięcznie, produkując pod zamówienie, bez stanów magazynowych, firma praktycznie odrazu stała się dochodowa. Mimo, że sklep w polskiej wersji językowej przynosił kilkadziesiąt tysięcy przychodu miesięczniem zlikwidował go, ponieważ jak mówi: każda godzina wsadzona w Polski projekt to jest godzina niewsadzona w projekt globalny. Dzisiaj, w lutym 2022 roku, kiedy publikujemy ten odcinek Adam sprzedaje swoje produkty (doświadczenia) do 60 krajów, zespół liczy kilka osób i jeszcze nie tak dawno swoją produkcję przenosili z domowego salonu do tradycyjnego biura. To była świetna, inspirująca, głęboka rozmowa, posłuchajcie sami!

Informacje o Merytorycznie o eCommerce MeetUp #1 -> https://marcinrudzik.pl/merytorycznie-o-ecommerce-meetup-1-warszawa-28-04-2022

Obserwuj i zobacz na moim Instagramie m.in. jak powstaje podcast —> https://www.instagram.com/marcinrudzik

Chcesz nawiązać ze mną relację? Zaproś mnie do kontaktów na LinkedIn —> https://www.linkedin.com/in/marcinrudzik/

…lub na YouTube

Linki

Podcast do czytania

M.R: W 45 odcinku moim gościem był Adam Jesionkiewicz. Adam ma bardzo interesującą historię. Zaczynał w latach ‘90, kiedy rodził się eCommerce i nawet w tamtych czasach miał swój sklep internetowy. Przez ostatnie 20 lat był bardzo blisko startupów i w którymś momencie poczuł, że potrzebuje bardziej oldschool’owego biznesu.
Stwierdził, że sprzeda wszystkie pozostałe biznesu i założył Astrography.

Z mojej perspektywy Astrography to eCommerce. Z perspektywy Adama to coś więcej niż sklep internetowy.

Adam nie chce, by Astrography było postrzegane jako sprzedaż produktów, ale sprzedaż wartości i doświadczeń.

Jego projekt daje szansę innym astrofotografom na monetyzację swojej pasji.Osiąga 2000 zamówień miesięcznie, produkując pod zamówienie, bez stanu magazynowego. Firma praktycznie od razu stała się dochodowa. Mimo że sklep w polskiej wersji językowej generował kilkadziesiąt tysięcy przychodu, Adam go zlikwidował. Ponieważ jak mówi “Każda godzina wsadzona w polski biznes, to nie jest godzina wsadzona w projekt globalny.” 

Dzisiaj w lutym 2022 roku, kiedy publikujemy ten odcinek, Adam sprzedaje swoje produkty do ponad 60 krajów. Zespół liczy kilka osób i nie tak dawno przenosili się z domowego salonu, do normalnego biura. To była świetna, inspirująca rozmowa. Posłuchajcie sami!

Początki w branży eCommerce

M.R: Adam, zastanawiałem się na początku, jakie pytanie Ci zadać, bo często zadaję moim gościom pytanie “Jak zaczęła się Twoja przygoda z eCommerce?”, ale Twoja przygoda ma jakieś 2 lata i jest małą cząstką…

A.J: To nie jest prawda.

M.R: Nie jest prawda?

A.J.: Nie

M.R.: Ale stricte, jako biznes eCommerce, to jest dwa lata wcześniej, stanowiska związane jako Dyrektor Kreatywny, grafika – wyjaśnij to proszę.

A.J: To jest coś, czego nie znajdziesz w moim biogramie.

M.R.: Takie rozmowy lubimy!

A.J. Być może miałem jeden z pierwszych eCommerce w Polsce, w ‘97/ ‘98 roku.

M.R.: W ‘97 roku i nie utrzymałeś tego? Przecież to złota era eCommerce.

A.J. Przypomniałem sobie niedawno o tym epizodzie. On się nazywał w ogóle jakoś tak Isum, czy coś takiego – jakaś straszna nazwa w ogóle. Przez to, że kiedyś wiesz, te sklepy były nazywane, takie tradycyjne sumem, nie wiem czy pamiętasz. Więc założyliśmy coś takiego i startowaliśmy od gier, tak jak Amazon startował od książek, my startowaliśmy od gier, ale już wymyśliliśmy tą nazwę taką, która miała być dosyć uniwersalna, więc widać mieliśmy tę świadomość, że eCommere może być szeroki.
Jakbyś mnie zapytał, dlaczego to się skończyło – nie mam pojęcia, bo ten projekt akurat był u nas zupełnie po macoszemu traktowany.  Jakby w całej grupie, która się nazywa Ontel, gdzie mieliśmy kilka serwisów informatycznych, które w tamtym czasie były absolutnie TOP 1 w swojej kategorii, jak Footballpal, czy PC Com w komputerach , Elhala w grach, to ten Isam, czy Iceam był naprawdę…

M.R.: Ale przecież było tyle wolnych domen, a wy wybraliście akurat Isam.

A.J.: Wiesz co, nie wiem, to było naprawdę bardzo dawno temu. Nie wiem czemu wybraliśmy taką przaśną nazwę.

M.R. To wy wyprzedziliście Allegro, bo Allegro z tego co wiem w ‘99..

A.J.: Wiesz co, ja pamiętam w ‘99 , jak Allegro startowało, jako aukcyjny serwis. Kilka osób u nas się bawiło tymi aukcjami. To było na pewno wcześniej.

M.R.: Czyli to było?

A.J.: Ale my nie byliśmy market place zdecydowanie, tylko byliśmy po prostu sklepem. Bliżej nam było do Amazona, być może trochę się inspirowaliśmy.

M.R.: Oficjalne uruchomienie Amazona to jest ‘94.

A.J: W branży było już dużo szumu. Wydaje mi się, że to był jakiś moment.

M.R.: No właśnie powiedz mi, muszę wykorzystać to, że tutaj Cię mam, bo strasznie mnie interesuje ten przełom lat, ja miałem wtedy raptem kilka lat, początek lat ‘90 i początek bańki internetowej, która pęka, co się nakręcało i później pękło w 2001/2002 roku. Co wtedy się miało w głowie, co myślałeś, pod względem eCommerce? Czy myślałeś, że to będzie kiedyś sprzedaż, że będziemy wszyscy kupować?

A.J.: Nie, myślę że był źle postrzegany z perspektywy startupowców tamtych czasów, nie nazywaliśmy się tak nawet wtedy, nie wiem nawet czy istniało takie słowo, chyba dotcommowcy, czyli to były nie startupy, tylko dotcommowe spółki. To dla nas handel wtedy był stratą czasu, tak bym emocjonalnie to określił. Pewnie brzmi to irracjonalnie, ale wtedy skupieni byliśmy na budowaniu zasięgów. Więc budowaliśmy serwisy tematyczne, informacyjne, zresztą my chyba robiliśmy takie pierwsze, duże, doszliśmy do ponad 100 osób w redakcjach, więc dosyć duża organizacja. W tamtym czasie Wirtualna Polska to był katalog stron internetowych, więc te portale nie były postrzegane jako twórcy treści więc my zatrudniliśmy prawdziwych dziennikarzy, mówiąc brzydko, z typowo papierowych redakcji, więc eCommerce – myślę to może odpowiadać na wcześniejsze pytanie. Traktowaliśmy to po macoszemu, bo nie byliśmy skupieni na tym hype, bo to mówiąc kolokwialnie “żarło”, serwisy rosły szybko. Przejmowaliśmy w zasadzie wszystko co się pojawiało, przejmowaliśmy całe redakcje, zespoły z różnych innych podmiotów. Więc to co czuliśmy, to wielki zryw czegoś nowego, tzn. ja dzisiaj staję przed lustrem i nie wiem jak mam się docenić, bo byliśmy skrajnie naiwni postrzegając Internet jako przeciwwagę do typowych mediów. W tym czasie też media zaczęły się mocno komercjalizować, czyli stawały się “zmagdonaldyzowane” czyli dające widzowi to, co chce, zaniżające swoją jakość i tam się rozpoczęło to błędne koło. Więc postrzegaliśmy Internet jako taką przeciwwagę, bo pamiętaj, że w tamtych czasach w Internecie nie było przypadkowych osób. Próg wejścia był nieco wyższy, niż włączenie telewizora i obsługa pilota. Musiałeś mieć komputer, który umiałeś obsługiwać, musiałeś kupić modem, musiałeś jeszcze postarać się, żeby podłączyć się do Internetu przez ten modem, więc naturalnie tam było inne środowisko ludzi. Tak sobie patrzyłem i myślałem, że świat Internetu będzie piękny, cała wiedza dostępna na jedno kliknięcie, każda praca naukowa, ludzie będą budowali wspaniałe projekty i w ogóle będzie cudownie. Z perspektywy dzisiejszego czasu – dlaczego o tym wspominam i postrzegam siebie, jako ekstremalnie naiwnego gościa? Internet dzisiaj w żaden sposób nie przypomina tego, co mi się wydawało, to czego nie przewidziałem, to że Internet stanie się w zasadzie łatwiejszy.

M.R.: Ciągle jednak w tym internecie byłeś. Przez ostatnie dwadzieścia lat tych pomysłów, startupów, produktów na których się działałeś było trochę. Gdybym chciał mówić o wszystkim to zabraknie czasu. Twój biogram – gdyby ktoś chciał zobaczyć, to zapraszam na LinkedIna – Adam Jesionkiewicz.

A.J: To muszę go w takim razie uzupełnić.

M.R. Uzupełnij o eCommerce, bo mnie zaskoczyłeś na początku naszej rozmowy. 

A.J.: Tych projektów było dużo więcej, szczególnie takich nieudanych. 

M.R.: Popadłeś w to, że pokazujesz to, co jest udane, a to co nieudane już nie?

A.J.: Nie, raczej nie. To jest ta zła strona Internetu. Raczej nie pokazuję – przez to, że tych rzeczy jest trochę – nie pokazuję epizodycznych wydarzeń, a wydaje mi się, że ten Isam.pl to był epizod, w sensie tam się nic nie urodziło. Postawiliśmy ten sklep, nie wiem czy można gdzieś podejrzeć archiwalne rzuty tych stron.

M.R.: Nie chcę wiedzieć na czym, w jakiej technologii.

A.J.: Nie było żadnej technologii. Pewnie w jakimś wczesnym PHP, HTML. Bazy danych musiały być, więc początkowe rozwiązania open source, plus oczywiście własna infrastruktura była potrzebna, ponieważ nie było chmury.


M.R.: Na chwilkę wyrywam Was z tej rozmowy i ślę króciutkie ogłoszenie.
Organizuję Meetup – już 28 2022 kwietnia w Warszawie,a dokładniej w Fabryce Norblina odbędzie się #1 Meetup Merytorycznie o eCommerce. Wystartujemy około 17, a całe wydarzenie potrwa do godz. 21:00. Rezerwujcie termin,a  już niebawem na mojej stronie internetowej marcinrudzik.pl ukaże się więcej informacji. Będzie dużo wiedzy, świetni goście, znani Wam założyciele sklepów internetowych. Będzie inspirująco i oczywiście merytorycznie. Zapisy na wydarzenie tutaj. A teraz zapraszam do rozmowy.



M.R. No dobrze, zacząłeś wtedy od eCommerce, jakby nie było, chociaż wcześniej się tak nie nazywał. Przez 20 lat miałeś dużo różnych epizodów. Przechodzimy teraz do 2019/2020 – znowu eCommerce.

A.J.: Nie postrzegam naszej działalności jako eCommerce.

M.R.: To o czym tu dzisiaj rozmawiamy? 

A.J. ECommerce wydaje mi się czysto handlowym określeniem. Popraw mnie, ale wydaje mi się, że to jest kupowanie i sprzedawanie drożej. 

M.R.: Na pewno eCommerce to nie tylko produkty fizyczne, o tym musimy powiedzieć.

A.J.: To też, ale boję się, że większość słuchaczy może rozumieć, że to jest handel. My jesteśmy firmą produktową, która tworzy te produkty i sprzedaje je m.in. przez kanał internetowy. Nie wiem, czy to wyczerpuje definicję eCommerce typowego.

M.R.: Nadal sprzedajesz, ale możesz mieć wokół tego większą ideę.

A.J.: Dlatego bałbym się tego słowa.

M.R.: Dobrze rozumiem, nie chcesz, by Astrography było postrzegane jako sklep internetowy?

A.J.: Boję się, że może to ograniczać percepcję na to, czym się zajmujemy, chociaż rzeczywiście dziś może to tak wyglądać. 

M.R.: Co daje Wam dzisiaj główny przychód?

A.J.: Produkcja naszych produktów. Ciągnie się z tym handlem – minęło 25 lat i znów uciekam od tego…Może dlatego, żę nigdy nie czułem się handlowcem. Wydaje mi się, że to raczej działa tak, że tworzysz coś, a inni to chcą kupować. Wyobrażam sobie, że w przyszłości możemy się odnaleźć w bardzo starym modelu sprzedaży, czy chociażby retailu i wejść we współpracę z sieciami handlowymi i co? Wtedy już nie jesteśmy eCommercem.

M.R.: Taki omnichannel tworzycie.

A.J.: My postrzegamy siebie, jako “fabrykę” pewnych rzeczy, które dystrybuujemy przez Internet, on daje nam te możliwości, które w innym systemie nie byłyby w ogóle rozpatrywane. Jak chociażby sprzedaż w Nowej Zelandii, czy na Borneo, czy gdziekolwiek indziej – Brunei np. Mamy takich Klientów. Więc to jest super, ale zupełnie nie jest tak, że jesteśmy emocjonalnie nastawieni to Internetu, że to musi być Internet.

Historia produktów Astrography 

M.R.: Powiedzmy sobie może, nie wszyscy muszą kojarzyć. Astrography.com – Dlaczego akurat to? Dlaczego ten produkt?

A.J.: Otworzyłeś bardzo głęboki temat, pewnie taki z pogranicza psychologii. Wynika z tego, że poprzednie działalności, które miałem, szczególnie spółka Infiniti to był zupełnie inny model, bardzo innowacyjny, tworzenie technologii, na które nie ma jeszcze rynku, co oznacza że ten czas na sukces jest wydłużony. My startupowcy ekstremalnie nie doceniamy tej zmiennej czasowej.Uważamy, że to wszystko będzie już za trzy lata super. Druga rzecz, to była spółka dobrze ufundowana przez fundusze VC, co w tym przypadku niekoniecznie dało efekt. Jednak nadpodaż gotówki oznacza, że możesz lokować swoją atencję w znacznie więcej obszarów, popełniać więcej błędów. Teoretycznie to jest dobre, bo biznes polega na tym, żeby popełniać błędy. Z tej perspektywy później, w następnym kroku chciałem mieć coś bardzo prostego, ekstremalnie prosty produkt, którego nie muszę tłumaczyć przez 2-godzinną prezentację, który mało kto zrozumie, a tak było w poprzedniej spółce. Te zastosowania były tak szerokie i generyczne, że wielu ludzi nie mogło sobie wyobrazić po co to jest. W przypadku Astrography to jest bardzo prosty produkt.

M.R.: Czyli potrzebowałeś prostego rozwiązania, z którego będziesz mieć radość, że wyprodukujesz i dotrzesz do konsumenta?

A.J.: Nazywam to takim trochę manifestem w stosunku do tego, co robiłem poprzednio. Może to jest punkt wyjścia. Astrography miało być zupełnie czymś innym, niż poprzednia działalność. To co jest jeszcze istotne – w międzyczasie pojawił się epizod z oczyszczaniem powietrza i smogiem, gdzie z żoną zbudowaliśmy taki brand, który nazywał się Life Planet, który był jednym z pierwszych, być może nie pierwszy, ale jednym z pierwszych, który zaczął kontrolować jakość powietrza w mieszkaniach, czyli oczyszczacze powietrza, których sprzedaliśmy bardzo dużo w krótkim okresie – tysiące egzemplarzy. Myślę, że wiedza, która spłynęła z tego epizodu, była taka, żę potrafimy sprzedawać w Internecie, budować społeczności wokół tego, że świat stoi otworem. Oczyszczacze był typowo lokalnym przedsięwzięciem – w Polsce. Następny, który chciałem robić, stwierdziłem, że musi mieć potencjał, musi być tak samo rozumiany w Australii, czy w Stanach, czy w Polsce.

Oferta sklepu internetowego Astrography.com

M.R.: A dziś co jest w ofercie Astrography?

A.J.: Sztuka naścienna, mówiąc krótko, printy wysokiej jakości, tzw. fineart. To co my dzisiaj robimy, to próbujemy zrobić z astrofotografii sztukę kolekcjonerską. Paradoks polega na tym, że tego nikt wcześniej nie robił. Fotograficy nieba zawsze uważali, że to nie jest coś, co mogłoby być w ogóle odbierane percepcją, jako domena sztuki, raczej coś, czego nikt nie rozumie.

M.R.: Wiesz jakiej odpowiedzi się spodziewałem, gdy zapytałem Cię dlaczego Astrography? Że to się wzięło z pasji. Trzeba powiedzieć o tym, że Ty też robisz zdjęcia.

A.J.: Tak, ale to by było zbyt duże uproszczenie. Boję się tego, bo mówienie komuś zajmij się swoją pasją jest bardzo ryzykowne i wcale nie jestem zwolennikiem takich porad, ponieważ wiele pasji jest trudna do monetyzowania. 

M.R.:W większości pasji dokładasz do tego biznesu.

A.J.: Tak, poza tym pasjonaci mają jedną wadę z perspektywy typowego biznesu i optymalizacji działania biznesu. Pasjonaci mają klapki na oczach i popadają w obsesję jakości chociażby. Przekombinowują swoje produkty, tracąc szansę na marżę chociażby.  Więc trzeba umieć trochę to rozdzielić.

M.R.: Swoim projektem dajesz szansę takim ludziom, którzy mają trochę klapki.

A.J.: Dzisiaj tak.

M.R.: W Waszej ofercie są też dzieła Artystów. Ja to nazywam dziełami Artystów, ale to tak jest.

A.J.: My chcemy ich nazywać Artystami. Chcemy dać im ten prime time, czyli wystawić tych ludzi z całego świata, którzy robią fantastyczne rzeczy i  nie wierzą, że ktokolwiek chciałby kupować.

M.R.: Niesamowita nisza. Super pomysł. Takich osób na świecie jest pewnie mnóstwo.

A.J.: Dziękuję, choć wolałbym tak nie uczulać wszystkich, że to jest nisza. Nie budować atencji, że to jest super nisza. Poczekajcie jeszcze kilka lat, dajcie nam urosnąć 🙂 Pytanie, czy powinno mówić się głośno o szukaniu niszy, której nikt nie zagospodarował wcześniej.

M.R.: Nazwałeś wiele startupów, w sposób dość brutalny – i inne podobne projekty, że stosują “strategię pasożytniczą”. Są systemy, które wykorzystują ruch, jak Uber, Airbnb, które nic swojego nie mają, ale wykorzystują zasoby innych – mieszkania, ludzi.

A.J: Ale zgadzasz się z tym stwierdzeniem? Czy boisz się, że może kogoś urazić?

M.R.: Myślę, że pewnie ze swojej perspektywy patrzysz na to trochę inaczej, sam tkwiłeś w czymś podobnym, więc pewnie nazywasz siebie tą strategią.

A.J.: Tak, mieliśmy straszne działania na wykorzystanie technologii, jak większość startupów pewnie. W naszym przypadku, w poprzednich biznesach, to były dane lokalizacyjne. Chcieliśmy wiedzieć, gdzie jesteś w zamkniętym pomieszczeniu, chcieliśmy różne rzeczy z tych danych robić. Dzisiaj nie rozumiem…

M.R.: Słowo łagodniejsze po angielsku to parasite, ale to chyba oddaje wprost…

A.J.: Tak i faktycznie tak jest, ja się staram za bardzo z tym nie utożsamiać, dlatego można trochę postrzegać moją aktualną działalność, jako mocno oldschoolową.

M.R.: Nie zgodzę się z tym do końca. Nadal wykorzystujesz innych.

A.J.: Tak, oczywiście, ale z perspektywy produktów. Astrography chce wytwarzać produkt. Chce tworzyć coś, co inni kupują. Gdyby chcieć użyć model startupowy, tego pasożytniczego rozumienia, wtedy budowałbym tę spółkę, nie na takiej zasadzie, że kupowałabym maszyny i starał się zrobić z tego twardy biznes, czyli taki, który wszystko chcę mieć swoje, nie chcę outsourcingować tych usług. Czyli gdybym chciał być takim Uberem, to bardziej bym to zbudował tak, że wykorzystałbym  sieć drukarni na świecie. Pozyskał z 12 podmiotów i zbudował na tym ekosystem, że każdy wrzuca swoje zdjęcie, które drukowane jest blisko od ostatecznego odbiorcy.

M.R.: Nie zrobisz tego, ponieważ  to jest zbyt skomplikowane i to nie jest produkt, który nie da Ci tego oldschoolowego podejścia, którego, ja rozumiem, że potrzebujesz.

A.J.: Nie zrobię tego właśnie, mimo że, gdybym szedł do funduszy tak zwanych i robił biznes model dla nich, to oczywiście. Każdy fundusz Ci powie, że musisz likwidować tarcia do skalowania. Skalowanie własnej drukarni, chociaż to słowo jest takie nie rezonujące z naszymi ambicjami. To jest trudne. Koszty rosną liniowo wraz ze skalą odbiorców. Z perspektywy takiej skalowania, to nie jest dobra strategia. Dlatego my się bardzo różnimy od podejścia Airbnb, czy Ubera i nigdy nie będziemy tak dużą firmą, chociażby przez to, że sama skala rynku docelowego jest dużo mniejsza.

Jaką firmą jest Astrography? 

M.R.: Jaką firmą jest Astrography? 

A.J.: W sensie wielkości? To dwie osoby w produkcji i reszta to marketing i obsługa klientów, w sumie 10 osób.

M.R.: Ile miesięcznie klientów jest w stanie ta grupa osób obsłużyć?

A.J.: Wiesz co, jesteśmy tak na granicy w sumie. Mam nadzieję, że chłopaki nie słuchają tego, bo są obciążeni dość mocno. Rekordowo jesteśmy w stanie obsłużyć około 300 zamówień dziennie. Miesięcznie oscylujemy wokół 2000 tys.

M.R.: Maszyn ile macie?

A.J.: Maszyn? Z czego drukujemy? Cztery.

M.R.: Drukujecie pod zamówienia? Nie macie stanu magazynowego?

A.J.: Nie i właśnie to jest kolejny istotny element strategii, czyli on demand. Wszystkie produkty, które planujemy następne w kontekście Astrography też myślimy i wybieramy te, przynajmniej na tym etapie rozwoju, które pozwolą nam działać właśnie on demand. Uwalniasz się wtedy od ogromnego ryzyka finansowego, nie musisz blokować pieniędzy, co w przypadku bootstrapu, czyli firmy, którą robisz za pieniądze, jak to się ładnie mówi, klientów, a nie funduszy. To musisz bardzo…

M.R.: Mocno w Tobie jest cały czas dusza startup’owca widzę to. Takiego tworzenia produktów…

A.J.: Jest… powiedziałem, że to jest diagnozowalne. Każdy przedsiębiorca ma jakąś ułomność, bardzo poważną…

M.R.: To jest normalne, że tworzysz eCommerce, to tworzysz…

A.J.: Ja się boję takich twardych kwantyfikatorów, bo nie jest wykluczone, że to się zmieni za jakiś czas, że pozyskamy kapitał rozwojowy, ale bardziej na przyspieszenie.

M.R.: Dopuszczasz to?

A.J.: Absolutnie. Przede wszystkim życie nauczyło mnie, że w jakimś okresie czasu funkcjonujemy w jakimś stanie mentalnym i z czymś się identyfikujemy, ale to się zmienia.

Więc to, co dzisiaj daje satysfakcję i poczucie szczęścia, za pięć lat może być czymś innym. Więc mówienie “nigdy” i używanie tego słowa jest złe po prostu.

M.R.: Macie trzy / cztery maszyny i trzysta zamówień dziennie…

A.J.: Maszyna nie jest problemem. To maszyna, która robi jeden wydruk 1-1,5 min.

Capacity produkcyjne maszyn jako takich, to idzie w tysiące dziennie. Problemem jest proces dalszej obróbki tych produktów, czyli pakowania ich, cięcia itd.

Tu jest wyzwanie i to jest główny czynnik, który obciąża osoby pracujące w produkcji.

M.R: W jakim czasie osiągnęliście taki wynik trzystu zamówień dziennie?

A.J.: Dla jasności, to nie jest średnia ilość, to jest w pikach, maksymalna ilość jaką nam się udało obsługiwać dziennie. W jakim czasie? Teoretycznie Astrography zaczęło się w grudniu 2018 roku. 

M.R.: Muszę Cię dopytać. Średnio miesięcznie pamiętasz może, ile to jest zamówień?

A.J.: Około 2000, więc możesz sobie podzielić, ile to jest per day.

M.R.: A ile zamówień chcecie realizować? Masz jakiś cel, który wisi dumnie na ścianie?

A.J.: Nie, wiesz ja ostatnio zmieniłem metryki skalowania tego biznesu. Wcześniej faktycznie mierzyłem i mierzyliśmy kwartalnie pod względem przychodu, który publikowaliśmy. Nie wiem czy to jest dobre, czy złe.

M.R.: Czemu publikowaliście?

A.J.: Właśnie to jest dobre pytanie. Wiele osób się pyta. Po części z powodów rekrutacyjnych, dlatego że chcemy pokazywać, że jesteśmy firmą, która może się rozwijać, a za chwilę będziemy chcieli budować zespół IT – programistyczny. Zawsze mam takie poczucie, że ludziom jest bezpieczniej rozmawiać ze spółkami, które kojarzą z przestrzeni, ale to też nie musi być prawda objawiona. Aczkolwiek mam takie poczucie, że ciągle chcemy inspirować, pokazywać, że możemy robić różne rzeczy.

Z jednej strony mówię czasami, że to jest źle, może nie powinno się budować tej atencji konkurencji potencjalnej, ale z drugiej strony mam taki mindset, że to jest taka przeciwwaga, do tego bullshitu, który wcześniej funkcjonował w środowisku startupowym, że nic nie zrobiłeś, masz pomysł na kartce, ale już masz wywiad na pierwszej stronie Pulsu Biznesu i deklarujesz przychód na 100 milionów.

Konkurencja Astrography

M.R.: Co z tą konkurencją? Jaka jest?

A.J.: Nie mam pojęcia. Zakładam, że ta konkurencja nie istnieje, choć oczywiście jest to naiwne. Nie jestem przekonany, czy w tym pierwszym etapie, czy drugim budowania takich firm, to skupianie się na tej konkurencji jest takie kluczowe. 

M.R.: Biznes, który robisz, ma bardzo niską barierę wejścia.

A.J.: Nieprawda.

M.R.: Popatrz, maszynę możesz kupić za załóżmy kilkadziesiąt tysięcy, a ploter za piętnaście tysięcy kupisz. Gilotyna tnąca do tego. No to myślę, że w kilkunastu tysiącach byś się zmieścił, puszczasz plakaty. Nie masz stanu magazynowego. 

A.J.: Musielibyśmy skupić się na tym, czym jest produkt Astrography, bo to nie jest sam print. Tak, to każda drukarnia byłaby naszą konkurencją. To jest content i umiejętność zbudowania wobec niego pewnej wiarygodności. Prosty przykład, dlaczego pewne organizacyjne typu NASA zamawiają u nas swoje public domain zdjęcia, a nie robią tego w drukarniach, które mają koło siebie.

M.R.: NASA robi u Was zakupy? 

A.J.: To jest w ogóle bardzo ciekawe. Armia amerykańska także, polskie wojsko też u nas kupuje, do swoich jednostek takich trochę dziwnych, one się jakoś nazywają i mają swoje kody, to miejsca tajne. To taki składnik biznesu, który jest bardzo trudno policzalny i w środowisku naszych founderów rozmawiamy różnych. Dlaczego Astrography sprzedaje, a inni nie dają rady w tej samej domenie tego robić. To jest trudno mierzalne. To jest jakaś jednostka, która pojawia się w czasie, miejscu, w tej wiarygodności. Uważam, że zwykłej drukarni byłoby bardzo ciężko pozyskiwać to IP, które my sprzedajemy. Do Artystów nie trafiamy jako drukarnia, ale jako ja, który jest gościem z ich środowiska. Wielu znam osobiście, ludzi na świecie, którzy fotografują niebo i sami siebie wzajemnie podziwiamy.

M.R.: Czy ich dzieła można znaleźć tylko w Twoim sklepie?

A.J.: Absolutnie tak. 

M.R.: Macie wyłączność w jakiś sposób? Tym budujecie wartość.

A.J.: To są kontrakty licencyjne.

M.R.: Takie kontrakty – nie będę wchodził w szczegóły – jak mniej więcej taki kontrakt wygląda? Od wolumenu sprzedaży?

A.J.: Jest raportowanie w interwale czasu miesięcznym, gdzie jest podsumowanie wszystkich sprzedaży i Artysta dostaje średnio 15% royalty ze sprzedaży.

Marża brutto sklepu

M.R.: Jaką macie marżę brutto w Waszym sklepie?

A.J.: Mogę wyjść od drugiej strony. Koszt produkcji jest faktycznie niski, bo to około 21% spadające w dół wraz ze skalą. Ogólną marżę, którą chcemy utrzymywać to jest około 36- 35%. Niestety malejącą i to jest trochę czynnik niedobry. Związany chociażby ze wzrostem kosztów pozyskania z Facebooka, który jest coraz trudniejszym źródłem, tak przynajmniej wygląda to z naszej perspektywy. To jest też element naszej przyszłości. My musimy zacząć kreować własny rynek, własnych odbiorców chociażby przez projekty contentowe.

M.R.: Od samego początku tworząc Astrography myślałeś o rynku globalnym. Istniała w ogóle polska wersja sklepu?

A.J.: Istniała, ale została zamknięta. Chociaż generowała, myślę 60-70 tysięcy miesięcznie, w momencie gdy ją zamykałem, co może wydać się dziwne, ale wyszło mi faktycznie to, co wszędzie się mówi, że każda godzina wsadzona w polski projekt, to jest godzina nie wsadzona w projekt globalny, a tak naprawdę ten zwrot z działania globalnego jest zupełnie inny. Od czasu tej decyzji urośliśmy pewnie 5-6 razy.

Międzynarodowa sprzedaż produktów

M.R.: Na ilu rynkach sprzedajcie?

A.J.: 60 krajów ponad.

M.R.: 60 krajów? Robicie to w kilka osób z Polski, przez jakiś czas z Twojego mieszkania?

A.J.: Tak, głównie Astrography zaczynało w salonie, drukarka stała w salonie. Na początku wszystko robiłem sam z Dorotą, moją żoną. 

M.R.:  To też zwróciłem uwagę, jedni robią w garażach, wy stwierdziliście, że zrobicie w salonie.

A.J.: Dla niektórych może to jest tzw. siara pokazywanie, że robisz to z salonu.

M.R.: Tylko tak powiem, że będzie takie podsumowanie i transkrypcja z tego odcinka marcinrudzik.pl/045 – wrzucimy zdjęcie z salonu, z ploterem i zobaczycie jak to wyglądało, także zachęcamy.

A.J.: Problem jest też – no właśnie – dlaczego ja to robię? Mógłbym w ogóle się nie odzywać, ale irytuje mnie to, że wszyscy popełniamy głupie błędy i może kogoś to ustrzeże. Gdy zaczynamy jakąś inicjatywę od razu chcemy pokazać, że jesteśmy wielką korporacją. Zobacz strony internetowe młodych spółek, wielkie zdjęcie ze stocka, zespoł 30 osób, wielkie biuro, korporacje, dyrektor prezes, całą struktura, a jesteś sam, z pomocnikiem. Więc powiedz mi, w jaki sposób ktoś ma Ci w ogóle pomóc, jeśli już się pokazujesz jako wielka firma. Moim zdaniem będąc małym i pokazywanie siebie, jako wielka organizacja, tracimy szansę na współpracę z całą masą ciekawych ludzi, więc uważam, że trzeba pokazywać się takim, jakim się jest na danym etapie rozwoju. Chciałem to właśnie podkreślić, śmiejąc się trochę samemu z siebie, że robiliśmy to ekstremalnie amatorsko i na żenującym poziomie.

M.R.: Dziś już macie biuro?

A.J.: Dziś to już nie jest pierwsze, to już kolejne biuro, które zmieniliśmy w listopadzie bodajże. Pierwsze było super małe. Przez to, że jesteśmy bootstrapem, to musimy liczyć każdą złotówkę, co ma swoje zalety, bo nie popełnia się niepotrzebnych błędów. Więc to pierwsze biuro miało poniżej 50 m., więc było de facto pracownią. To biuro już ma 160 m. więc jest większe i oczywiście jest już za małe, więc to jest duży problem.

M.R.: Skoro się bootstrapuje? To zakładam, że ta inwestycja na początku była “jakaś”, ale bardzo szybko osiągnęliście break event.

A.J.: Skalę inwestycji sam przed chwilą zdefiniowałeś, ile kosztuje drukarka, epsona mała. Dzisiaj maszyny, które kupujemy kosztują około 200 tysięcy, więc są trochę droższe, na początku nie trzeba czegoś takiego kupować, więc drukarka faktycznie kosztowała kilkanaście tysięcy, więc to jest żadna inwestycja, z perspektywy potencjału. Co oznacza, że zwrot, rentowność ta inwestycja osiągnęła w pierwszym miesiącu. Cały koszt zakupu tej drukarni zwrócił się na pewno w pierwszym miesiącu, a biorąc pod uwagę, że wszystkie inne rzeczy zrobiłem sam – postawiłem sklep, okodowałem automatyzację, bo też się nauczyłem programować jakiś czas temu, więc…

Wybór systemu Shopify 

M.R.: No właśnie, dlaczego postawiliście na Shopify?

A.J.: Na początku to był WooCommerce…

M.R.: Ile czasu wytrwaliście na WooCommerce?

A.J.: Nie pamiętam, rok… Nie no da się to robić, ale już pomijając jakieś historie konkretne, coś przestaje działać po update, coś się wysypało, trzech różnych ekspertów próbuje to rozwiązać, dwa dni serwis leży i nie wiedzą co się dzieje. 

M.R.: Po przejściu na Shopify, zmieniło się to?

A.J.: Bardzo. Jestem super optymistycznie nastawiony do tego typu rozwiązań. Myślę, że bardzo długo tak to będzie działać, że będziemy chcieli korzystać z takich rozwiązań, jak Shopify, a równolegle będziemy budować cały front-end po swojej stronie, który będzie po prostu rozmawiał z back-endem w postaci Shopify.

Już bardzo poważne kroki poczyniliśmy w tym temacie, ze względu na to, że budujemy narzędzia, produkty, które pozwalają customizować produkty, jako odbiorca, jak chociażby starmapsy, gdzie wybierasz sobie lokalizację na ziemi i czas, gdzie generuje Ci obraz nieba na tę godzinę. To implementowanie tego modelu Shopify niesie pewne kompromisy, więc cały proces tworzenia tych rzeczy, chcemy przenieść na swoją stronę.

M.R.: To jest fajna wskazówka, ponieważ wielu osobom się wydaje, że jak już jest Shopify, czy inny SaaS, to jesteśmy zamknięci, ale teraz mamy architekturę MACH, gdzie możemy headless’owo działać. 

A.J.: Shopify miał dla nas główną zaletę taką, że odpadł nam problem ładowania stron w dziwnych miejscach na świecie, jak chociażby Australii, czy Singapur, gdzie co chwila ludzie się wkurzali i potrafili wysyłać nam wiadomość, że czekają 2 minuty i strona się nie ładuje. Mimo że korzystaliśmy z serwerowni OVH, migrowaliśmy na serwery, które miały kontynentalnie obsługiwać, ale zawsze z tym był problem. 

Uważam, że dla małej organizacji, która ma deficyt zasobów i wszystkiego innego, nie ma szans tworzenia własnej infrastruktury i zarządzania nią z perspektywy globalnej, to jest po prostu niemożliwe.

M.R.: Nie boisz się, że firma będzie uzależniona od Ciebie? Jesteś bardzo blisko.

A.J.: Nie, właśnie to jest kolejny plus… może tak się wydawać, że jestem blisko, jednak budując wszystkie segmenty operacyjne spółki, buduję ją w taki sposób, że muszą działać same. Wcześniej sam robiłem wydruki z Dorotą – moją żoną i pakowaliśmy je, wysyłaliśmy. Dzisiaj w zasadzie jeśli zniknę na miesiąc, to nic się nie stanie. W sensie oczywiście, że pro-rozwojowo spółka straci, bo to co nie jest w niej zbudowane jeszcze, to R&D, czy zespół, który mógłby implementować procesy rozwojowe. Jeśli jednak chodzi o codzienne działanie, jest całkowicie niezależna, sprocesowana, mocno policzona, zautomatyzowana. 

Idea Astrography

M.R.: Wrócę jeszcze do tego, dlaczego uważasz, że nie jest eCommercem i opowiedz mi odpowiadając na to o road mapie, ponieważ czytałem, że macie szerszą road mapę, że chcecie robić coś więcej, niż sprzedaż. Słyszałem o grach…

A.J.: Megalomańsko mówiąc chcę być Disney’em kosmosu, jakkolwiek to zabawnie nie zabrzmi. Jest taka mapa, którą Disney narysował, w początkach swojej działalności, która pewnie wtedy wyglądała śmiesznie. Niesamowite jest jednak to, że patrząc na nią, widzisz Disneya. Disneya z parkami rozrywki, to co najistotniejsze, z całym przepływem IP, które jest budowane przez studio kreatywne, które jest centrum i to IP rozpływa się po wielu mediach, kanałach i produktach. Jak w przypadku Disneya to filmy, komiksy…

M.R.: Przy okazji polecam – nie wiem czy czytałeś – bardzo fajną książkę “Przejażdżka życia – czego nauczyłem się jako CEO Disney’a”

A.J.: Tak, aczkolwiek ona nie jest stricte o Disney’u jako founder, ale o Prezesie.  Czytałem oczywiście.
Ja widzę Astrography jako firmę która tworzy różne IP, czyli różne wartości intelektualne, które rozpływają się na wiele kanałów. O ile Disney skupiony był na bohaterach kreskówek – Myszka Miki… o tyle dla nas tym playground’em jest kosmos. To otworzy potencjalnie wiele produktów, jak chociażby gry.

M.R.: Czyli nadal sprzedawać w Internecie, nadal robić handel.

A.J.: Czy CD Project jest firmą eCommerce’ową?

M.R.: Uważam, że częściowo tak.

A.J.: W jakimś stopniu tak, to dobrze, mamy zgodę. To jest kwestia nomenklatury tylko i wyłącznie i możemy się tutaj długo kłócić lub od razu dojść do porozumienia.

M.R.: Masz na to bardzo szerokie spojrzenie.  Większość moich gości…

A.J.: I racjonalne

M.R.: …tutaj, z którymi się spotykam, to nikt nie jest gorszy i lepszy i bardzo się wyróżniasz tutaj. Myślisz dużo szerzej. To świetnie wskazówki, by nie myśleć o eCommerce jak stricte o handlu, ale szukać większej filozofii, budować społeczność.

A.J.: To na co mam obsesję, to na “uproduktawianie” wszystkiego, co robimy, czyli żeby być jak najdalej od usług i na tworzenie IP. Tutaj będziemy mieć kilka fajnych rzeczy, które światu pokażemy… czyli tworzenie pewnych wartości, które da się licencjonować. My w pewnym momencie prawdopodobnie nie będziemy niczego produkować. Chcemy mieć to “coś”, co da się licencjonować. Myśląc o wszystkich pomysłach, to zawsze ten check mark musi być postawiony, przy tym punkcie.

M.R.: Artystów masz w tym momencie kilkunastu, tak? To nie jest tak, że im będziesz ich miał więcej, tym będziesz miał więcej sprzedaży? Co jest naturalne dla produktu, ale oni robią sami w sobie marketing, zakładam, że oni też mają swoje grupy fanów.

A.J.: Tak, ale my też wierzymy w nasze umiejętności sprzedaży. To jest nasza obietnica, a nie to, że wchodzimy, jak to ładnie wcześniej powiedziałeś “pasożytniczo” w ich społeczności. Generalnie te społeczności, które są “przyklejone” do Artystów, tak dobrze się nie sprzedają. Robiliśmy eksperymenty z Artystami z innych domen sztuki, począwszy od komiksu, po fotografię podwodną i mówiąc szczerze, fatalnie to zadziałało.

W tamtym modelu, który budowaliśmy z Arturem, wierzyliśmy w to, że każdy z tych Artystów, jeśli ma setki tysięcy followersów, to niech mały procent zechce powiesić na ścianie, to będzie to wystarczająca sprzedaż, by spinała się biznesowo i to nie zadziałało.

M.R.: Nie działa to? Nie widzicie…?

A.J.: Nie

M.R.: To ciekawe…Nawet 1-2%?

A.J.: Zdarzają się artyści… To zależy bardziej nie od metryki ilości followersów, ale od samego Artysty. Są Artyści, którzy potrafią sprzedawać i tacy faktycznie konwertują. Myślę, że to dotyczy sztuki w Internecie. Jeśli to są ludzie, którzy potrafią w odpowiedni sposób komunikować się ze swoim fanpage’em, czyli odbiorcami, czy fanami – to są w stanie zarabiać nieograniczone pieniądze. Są przecież Artyści – w fotografii, którzy sprzedają swoje prace po kilka milionów dolarów. Odsyłając do konkretów – Peter Lee chociażby, do którego należy rekord – 6 mln dolarów za zdjęcie. On ma takie Astrography tylko pod swoim nazwiskiem.

NFT w eCommerce

M.R.: Tutaj dwa odcinki temu, rozmawiałem o NFT w eCommercie.

A.J.: W każdym wywiadzie pada to pytanie…

M.R.: To powinieneś być przygotowany. Wiesz jakie pytanie chcę zadać?

Czy planujesz iść w kierunku blockchain, NFT i czy na Astrograph będzie można kupić dzieło NFT?

A.J.: Mam bardzo ambiwalentny stosunek do tematu NFT.  Z jednej strony jako boomer, jak to mówią młodzi, uważam, że jest to ekstremalnie dziwne zjawisko i najbliższe słowo, jakie mi się nasuwa to spekulacja i może czasami scam, ale nie wiem czy to jest dobry kwantyfikator dla całego środowiska, bo każde młode technologie mają to do siebie, że przyciągają różne grupy. Z drugiej strony my, jako starsze pokolenie, które nie rozumie młodego popełniamy błędy, nie dostrzegając szans, które pojawiają się na wczesnym etapie i przegapiamy je. Pytanie, które można sobie zadać, to czy każda nowa technologia to coś, co powinniśmy followować jako założyciele biznesu. Będę na stanowisku, że nie podejmę tego wyzwania…

M.R.: Mimo że Shopify daje Ci narzędzia…

A.J.: Wiem. My mamy pomysł… rozpracowałem kiedyś, czym mogłoby być NFT dla Astrgraphy i ono byłoby bardzo mocno zintegrowane z całą filozofią artystów i realnych, rzeczywistych printów, ale nie wiem, czy chcę to robić. W firmie bootstrapowej jest ten problem, że nie mamy zespołu R&D, który mógłby rozpracować ten pomysł, chociażby na poziomie prototypu. Podkreślam też, że bardzo nie podoba mi się to, jak dzisiaj jest traktowane NFT. Ono nie ma nic wspólnego ze sztuką, nie ma nic wspólnego z tym, jak te rzeczy wyglądają. Tak naprawdę jest to propagowanie wartości związanych z elitaryzmem, czy chociażby jak w znudzonych małpach jest to swego rodzaju ticket do pewnego środowiska, do którego możesz partycypować.

M.R.: Ciekawa opinia. Słuchaczy zachęcam do odcinka, gdzie z Markiem Duchnowskim rozmawialiśmy o NFT: https://marcinrudzik.pl/galerie-sztuki-w-czasach-ecommerce-i-nft-marek-duchnowski-wlasciciel-galerii-sztuki-totuart/ 

Adam, tak na koniec jeszcze kilka pytań do Ciebie. Powiedzieliśmy sobie na początku, że Internet obecnie pokazuje to co dobre, a nie pokazuje się tego co złe. Nie mówimy o porażkach.

Gdybyś mógł cofnąć czas, co zrobiłbyś inaczej?

O te porażki chciałbym Cię zapytać. Może porażki to zbyt mocne słowo, ale gdybyś mógł cofnąć czas, co zrobiłbyś inaczej?

A.J.: Nie wiem, czy da się rozsądnie odpowiedzieć na to pytania, bo tak jak wcześniej powiedziałem – w różnym czasie mamy różne mindsety, różne kompetencje. Poza tym jest jeszcze czynnik czasu.

M.R.: Czyli nie masz poczucia straconego czasu?

A.J.: Nie, nigdy. Każdy dzień niesie wiele porażek, jeśli jesteś przedsiębiorcą – o czym dobrze wiesz. Mówiąc anegdotycznie “Każdy dzień to jeden sukces i pięć porażek”.

Sprawia to wrażenie takiego dreptania do tyłu.
Chciałbym zobaczyć, jak funkcjonuje świat, w którym wszystko działa jak należy. To pewnie jest czysto utopijne myślenie. Porażki zawsze są, ale na pewno nie odczuwałem tego jako stracony czas i myślę, że to jest coś co odróżnia mindset przedsiębiorcy od przeciętnej osoby. Nie to, że przedsiębiorca jest lepszy dla jasności – jest inny i ma większy poziom odporności na ryzyko. To jest właśnie to, że my się nie przejmujemy. Samo działanie, sam proces tworzenia jest to coś, po co się pochylamy, a nie sukces. Przynajmniej ja tak to postrzegam. Oczywiście stawiamy sobie cele, ale często jest tak, że gdy go osiągamy, zaczyna nas to nudzić.

M.R.: Czyli wracając do przeszłości, nie widzisz takich rzeczy, które mógłbyś zrobić inaczej.

A.J.: Z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że wszystko można było zrobić lepiej, ale to bez sensu. Młody człowiek nie może mieć wiedzy i kompetencji kogoś kto ma 40, czy 60 lat.

M.R.: Idąc dalej w tym kierunku i chcąc uzyskać odpowiedź. Co zrobiłeś za późno…?

A.J.: Odwrotnie. Ja wszystko robię za wcześnie. Internet w ‘97 zakładałem, spróbuj to monetyzować. To były czasy, w których gdy wchodziłem na scenę i mówiłem o Internecie, miałem wrażenie, że chcą mnie wyrzucić za drzwi. Później były agencje interaktywne, które też robiłem za wcześnie. Później biznes aplikacji mobilnych…. Kwestie mikrolokalizacji  kontekstu cyfrowego w postaci beacoin’ów też robiliśmy za wcześnie.

M.R.: Ja podaję często przykład Facebook, a Yahoo – oni kiedyś też byli takim portalem społecznościowym, a dopiero później finansowym i aktualności. Kiedyś to były grupy na Yahoo, nie było wtedy jeszcze Facebooka.

A.J.: Dlatego mam problem z odpowiadaniem na takie pytania. Oczywiście mogę, mogę opowiadać godzinami o tym, co można było zrobić lepiej, ale uważam, że tego typu strategia myślenia jest ogromną pułapką. Jest prawda czasu i prawda kompetencji. Poza tym porównywanie się do innych organizacji z perspektywy  dzisiejszych też jest bez sensu. Każda firma na innym etapie ma różne potrzeby. Nie da się implementować strategii z firmy, która ma kilka tysięcy pracowników i miliard przychodu do startupu. Nie da się tego odtworzyć na danym poziomie. Mając maszynę czasu, dałoby się to zrobić lepiej, ale implementujesz wtedy swoje kompetencje z przyszłości do przeszłości.

M.R.: Ok, ale mówisz, że wszystko robiłeś za wcześnie. To co z Astrography? 

A.J.: To jest właśnie moja pierwsza próba wycofania się z innowacji. To jest pierwszy mój projekt, który jest totalnie przaśny i nie innowacyjny. To jest produkt, który rynek zna.

M.R.: NIe czujesz się lepiej jako człowiek, nie masz mniej stresu przez to?

A.J.: Muszę się powstrzymywać, bo ten mój mindset, ciągnie mnie do robienia produktów…

M.R.: W rozmowie też to zauważyłem…

A.J.: Tak, ale narysowałem sobie listę kontrolną, gdzie każdy pomysł mam wpisywać i to jest coś, co ma kontrolować moje ADHD – a tak naprawdę ukierunkować je… daję sobie przyzwolenie na eksperymentowanie z technologiami, ale musi być ten czynnik kosmosu.

Jeśli nawet będziemy robić różne rzeczy, ale powiązane z kosmosem, to one tworzą tę kulę śnieżną i następuje synergia.

Rozwój firmy a szczęście, zadowolenie z życia 

M.R.: Wyobraź sobie, że mamy taką oś, gdzie jest 20 lat Twojej kariery. Mamy teraz 2022. Gdzie dałbyś kropkę, gdzie Twoja energia, szczęście, zadowolenie z życia było najwyższe.

A.J.: A to nie jest tak, że zawsze uważamy, że to teraz?

M.R.: Tak uważasz?

A.J.: Absolutnie. NIgdy nie byłem w tak komfortowej sytuacji…

M.R.: Teraz masz możliwość porównania. Wiesz gdzie byłeś pięć lat temu…

A.J.: Tak, ale ten problem jest taki, że mało który przedsiębiorca staje przed lustrem i zadaje sobie pytanie, dlaczego w ogóle buduje firmę. W moim przypadku, wielu moich kolegów z otoczenia było tak… rzucaliśmy się na jakiś pomysł i nie wiedzieliśmy dlaczego i tak poszło. Naśladowaliśmy siebie wzajemnie i częto lądujesz w dużych firmach, które obciążają Cię w takim stopniu, że jesteś niewolnikiem tej firmy. Czy firma jest dla Ciebie, czy Ty jesteś dla firmy? Moim zdaniem jest problem z definicją tego. Ja sobie w końcu zadałem to pytanie, zapisując je na papierze i rozbudowując je o cały graf zależności i wyszło mi, że nie wiem po co to robiłem wcześniej. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, jak należy to budować, by używać metryki w postaci poziomu szczęścia. Ono jest trudne do skwantyfikowania, ale emocjonalnie odczuwając, dzisiaj każdy nowy pomysł, który ma nas skalować, ma być na tyle niewielki, by nie wytrącać nas z poczucia komfortu.

M.R.: Czy Adam ma komfort?

A.J.: Tak. Kiedyś zawsze komuś czułem się zobowiązany. Dzisiaj robię to tak, żeby jak najmniej osób czegokolwiek ode mnie oczekiwało.

M.R.:  Dziękuję Ci za rozmowę, to była przyjemność.

Zgodzicie się ze mną, że była to inspirująca i bardzo wartościowa rozmowa? Mam nadzieję, że właśnie takich rozmów oczekujecie w podcaście Merytorycznie o eCommerce. Będzie ich więcej. Tak jak usłyszeliście pod koniec rozmowy Adam powiedział, że obecna jego sytuacja, daje mu duże poczucie komfortu.

Marcin Rudzik

Założyciel i CEO Brand Active, agencji Shopify & eCommerce należącej do grupy Divante.

Doradza sklepom internetowym oraz prowadzi podcast Merytorycznie o eCommerce. Z pasji strażak oraz zapalony tenisista.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

Bezpłatny dostęp do treści premium (1 raz w miesiącu).

Dołącz do grona moich stałych słuchaczy
Zapisując się nigdy nie przegapisz najnowszego odcinka podcastu.
Klikając "Zapisuję się" wyrażasz zgodę na przetwarzanie podanych powyżej danych osobowych przez Marcina Rudzika w celu otrzymywania newslettera.
pobierz xcel

POBIERZ BEZPŁATNIE

Przygotowałem dla Ciebie Excela, który ułatwi Ci zarządzanie sklepem internetowym! Excel zawiera kilka przydatnych arkuszy: Arkusz zyskowności, Arkusz COS, Arkusz LTV, Arkusz z kalkulatorem Marża/Narzut.

Klikając "Zapisuję się" akceptujesz Politykę Prywatności